Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYZWANIE.Czytam fantastykę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WYZWANIE.Czytam fantastykę. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2013

grafika Tytuł: Przez burze ognia
Autor: Veronica Rossi
Wydawca: Otwarte
Ilość stron: 368

Aria jest mieszkanką Reverie, czyli kopuły, która zapewnia bezpieczeństwo jej mieszkańcom. Technologia w niej jest bardzo rozwinięta. Osadnicy mają możliwość wędrowania po wirtualnych światach bez jakichkolwiek ograniczeń - potrzebują tylko specjalną nakładkę na oko,Wizjer. Jej matka jest szanowanym pracownikiem laboratorium i w ramach badań została przeniesiona do Bliss, innej kopuły, ale kontakt z nią się urwał. Aria próbuje znaleźć matkę i dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w Bliss.

Perry czyli Peregrine jest Wykluczonym. Oznacza to tyle, że nie ma możliwości komfortowego życia w kopule. Jeżeli chce przeżyć kolejny dzień, musi o niego zawalczyć. Dla niego sfery, czyli wirtualne światy nie istnieją. Dla niego istnieje walka o pożywienie, plemienne wojny, burze eterowe, kanibale i dobro bratanka. Perry ma wyjątkowe umiejętności i tylko dzięki nim przeżył do tej pory. Niestety czasy robią się coraz cięższe: brakuje pożywienia, burze eterowe przybierają na sile i częstotliwości a bratanek Peregrina, Talon, został porwany przez osadników.


Sięgając po "Przez burze ognia" bałam się powtórki z rozrywki. Kojarzycie książkę "Nowa Ziemia" (RECENZJA)? No właśnie... ludzie zamknięci w kopule kontra Ci, którzy przetrwali i żyją na zewnątrz. Mówi Wam to coś? Czytając opis na okładce książki Veronici Rossi miałam wrażenie, jakbym już znała tę historię i nie musiała jej czytać. No, ale ciekawość ludzka nie zna granic i to ona sprawiła, że jednak dałam szansę, by historia sama się wybroniła i pokazała, że to jednak nie jest to samo. 

No i co z tego wyszło? Muszę przyznać, że książki i są i nie są takie same. Jest kopuła, są Ci którzy zostali zamknięci i otrzymali szansę na nowe, lepsze życie i są też Ci, którzy zostali na zewnątrz i muszą walczyć o przeżycie. Jest też jakiś rodzaj współpracy między oba światami, bo i w jednej książce i w drugiej taka sytuacja miała miejsce. Jest też oczywiście romans między ocalonym a wykluczonym, no bo co to by była za książka, gdyby nie rozwinął się żaden wątek romantyczny, z tym, że w Nowej Ziemi ocalony został chłopak, u Pani Rossi jest to Aria. Muszę przyznać, że książka ma zdecydowanie więcej podobieństw niż różnic i to działa na jej niekorzyść, ponieważ duża grupa czytelników, w tym i ja jako pierwszą przeczytała "Nową Ziemię".

"Przez burze ognia" ma duży potencjał i może wyjść z tego naprawdę fajna trylogia. Niestety książka mnie nie porwała, być może przez to, że w jakiś sposób znałam już tę historię a może sama w sobie nie jest tak rewelacyjna jak myślałam, że będzie. Przez te wszystkie pozytywne recenzje, poprzeczkę miała ustawioną dość wysoko i niestety nie sprostała moim wyobrażeniom. Sam początek po prostu mnie znudził, dopiero gdzieś około setnej strony rozwinęła się jakaś akcja, która rzeczywiście mnie porwała i miałam ochotę czytać dalej, ale nie była ona wystarczająca, by powalić mnie na kolana. Za każdym razem, kiedy miałam nadzieję, że pojawi się coś nowego, świeżego, coś co mnie zaskoczy, okazywało się, że jednak nie i akcja podąża śladem tego, co już znam. Tak więc, jeżeli nie czytaliście jeszcze "Nowej Ziemi", "Przez burze ognia" pewnie Wam się spodoba i stwierdzicie, że jest to coś nowego, chociaż akcja jest łatwa do przewidzenia, ale jeżeli mieliście już okazję czytać tamtą książkę, nastawcie się na taką małą powtórkę z rozrywki, bo książki są do siebie naprawdę podobne.


Za możliwość przeczytania "Przez burze ognia" dziękuję serdecznie wydawnictwu Otwarte!

środa, 27 lutego 2013

grafika
Tytuł: Złodziej dusz
Autor: Aneta Jadowska
Wydawca: Fabryka Słów
Ilość stron: 447

Zbyt długo pracuję w policji, by wierzyć w świętych. Nawet Mikołaj ma na koncie co najmniej włamania do domów. Kto wie czemu naprawdę chce te wszystkie dzieciaki sadzać na kolanie...


Długo zastanawiałam się, czy sięgnąć po debiut Anety Jadowskiej. Opis na okładce niekoniecznie mnie zachęcał do sięgnięcia po książkę. Po zapoznaniu się z nim doszłam do wniosku, że wolę trochę odpocząć od romansów paranormalnych: tych wszystkich wampirów i wilkołaków. Dopiero przed premierą drugiego tomu przyjrzałam się bliżej tej powieści, przejrzałam kilka recenzji i stwierdziłam, że to właśnie to, czego poszukuję!

Główną bohaterką Złodzieja dusz jest Dora Wilk. Na pewno nie ma siedemnastu lat i na pewno nie jest zakochaną w istocie paranormalnej nastolatką. Mianowicie, Dora jest policjantką, mieszka w Toruniu i łapie złoczyńców. Na dzień dobry autorka serwuje nam zagadkę: jest trup, jest miejsce zbrodni, nie ma żadnych śladów. Pracująca w wydziale zabójstw Dora będzie próbowała rozwikłać tę tajemnicę. Z pomocą przyjdą jej zdolności, o których koledzy z komendy nie wiedzą. Nasza bohaterka jest wiedźmą.

Co jeszcze bardziej zaskakujące, wiedźmą władającą między innymi magią płodności. Tej  części jednak się wyparła, bo mimo wszystko uważa, że dzieci nie są jej przeznaczeniem. Za mało Wam rewelacji? Dobrze! W takim razie dodam, że poza Toruniem bardzo często odwiedza równoległe miasto o nazwie Thorn. Tam nie musi się ograniczać, może używać magii i być sobą. Często spotyka się ze swoim najlepszym przyjacielem, potomkiem Lucyfera, zazwyczaj bawiącego w towarzystwie… potomka Gabriela. Razem tworzą nieprawdopodobną mieszankę, w końcu to wiedźma, diabeł i anioł. Potraficie sobie to wyobrazić? Ja miałam wątpliwości, ale teraz to zestawienie wydaje mi się całkowicie naturalne.

Thorn jednak nie zapewni Dorze wytchnienia, ponieważ w magicznym świecie również dzieje się nieciekawie. Tutaj też natykamy się na zbrodnie, a z racji swojego doświadczenia policjantka zostaje wynajęta do odnalezienia złoczyńcy. W tym celu ruszy aż do Trójmiasta (czy raczej magicznego Trójprzymierza).  O dziwo  - ku mojemu kompletnemu zaskoczeniu – w fabule na pierwszy plan wychodzi życie Dory jako policjantki. Nie romanse, nie wampiry czy wilkołaki, ale zbrodnie i śledztwo, w którym czasem pomaga sobie magią – używa jej w normalnym świecie, jednak tylko po ty, by ukryć swą aurę (a więc i tożsamość), a także, żeby tropić przestępców. Potrafi wyczuć na przykład, czy ofiara umierała w przerażeniu, czy też była absolutnie spokojna. Te właśnie wątki sprawiają, że powieść ta jest wyjątkowa. Nie ujrzymy w niej wzdychającej z miłości Dory, nie ujrzymy walczących o nią nadprzyrodzonych postaci, zamiast niej Jadowska prezentuje nam kobietę, która wypiera się związków, miłości, małżeństwa i dzieci a najważniejsi na świecie są dla niej przyjaciele i oraz życie „tu i teraz ”.


Uratowałam kogo się dało, oddałam moce komu się dało i dalej, zdana sama na siebie i obecnego tu diabła, pokuśtykałam lizać rany. Och, wiem, mogło być gorzej, mogliście dać mi jakiś pierścień i wskazując na wschód, powiedzieć, że trzy tysiące kilometrów dalej jest Mordor, ale i tak łatwo nie było.


Na uwagę zasługuje również stworzona przez Anetę Jadowską równoległa rzeczywistość. Toruń i Thorn oraz Trójmiasto i Trójprzymierze. Istnieją również inne „podwójne” miasta, jednak w pierwszym tomie serii o Dorze Wilk możemy przyjrzeć się bliżej akurat tym dwóm. Uważam za świetny pomysł z przeplataniem się rzeczywistości ludzkiej i magicznej oraz rozterki Dory dotyczące jej przebywania w jednym i drugim. Dodatkowo na realizm przedstawienia alternatywnego świata wpływa sposób przedstawienia jego hierarchii oraz obowiązujące regulacje dotyczące poszczególnych ras. Poza tym wszystkim zaletą są oczywiście rozbudowane charaktery postaci, które sprawiają, że  w każdej z nich znajdziemy coś wyjątkowego, coś co nas do niej przyciągnie. Oprócz tego w oczy rzuca się brak standardowego romansu. Nareszcie mamy książkę, w której wątek miłosny jest nietypowy, ponadto stanowi jedynie dodatek do treści. Podobał mi się także styl, jakim posługuje się autorka. Nie jest on ani patetyczny ani płytki. To miła  odmiana po romansach paranormalnych, chciałabym, żeby więcej książek było pisanych w ten sposób.

Minusy? Jeden! Książka skończyła się zbyt szybko. Miałam ochotę na zdecydowanie więcej, ale co zrobić? Na szczęście seria ma być wydana jako heksalogia (z możliwym wydłużeniem), czego jak najbardziej i autorce i nam, czytelnikom, życzę. Dawno nie czytałam tak dobrej powieści fantastycznej. Dzięki niej jeszcze bardziej przekonałam się do polskich autorów i na pewno będę zwracać na nich większą uwagę. Zdecydowanie polecam!


Recenzja napisana dla portalu Kawerna.pl!


wtorek, 12 lutego 2013

grafika
Tytuł: Bogini Oceanu
Autor: P.C. Cast  
Ilość stron: 408

Pomyślał, że serce pęknie mu z radości. Była jego! Jakiś niezwykły cud sprawił, że pragnęła go tak mocno jak on jej.


Christine Canady, CC, pracuje w Centrum Łączności w Bazie Sił Powietrznych. Od zawsze czuła, że nie jest w odpowiednim miejscu i szukała swego przeznaczenia. Znalazła je w wojsku. Ład, porządek i ciągłe zmiany sprawiały, że CC nie rozmyślała za dużo, tylko zajmowała się obowiązkami. Jej życie było pozornie poukładane.

W dniu swoich dwudziestych piątych urodzin, CC wypija troszeczkę za dużo i w chwili niesamowitego entuzjazmu i podniecenia sytuacją, wypowiada zaklęcie, które ma odmienić jej życie. I co nieprawdopodobne, wkrada się w nie magia. Podczas kolejnego lotu jej samolot się rozbija a życie zmienia całkowicie. W jednej chwili została mitycznym stworzeniem - syreną! Teraz nazywa się Undine i jest córką Boga Oceanu -Lira  oraz Bogini Ziemi - Gai. Niestety nie wszystko jest tak bajeczne jakby mogło się wydawać. CC ma okazję spełnić marzenie i wrócić do ludzkiej postaci, ale serce mówi jej coś innego...

Największym plusem książki są wątki mityczne i przekazywane wartości. Pani Cast opowiada nam o syrenach, trytonach, stworzeniach oceanu i Bogach. Wszystko to składa się na niezwykle barwny, podwodny świat, którego CC zostaje księżniczką. Kiedy zostaje przemieniona w człowieka otwiera się przed nami świat lądu. Przed bohaterką niezwykle trudne zadanie. Będzie ona zmagać się z tym co mówi jej serce i z tym, co podpowiada rozum. Wzajemnie będą się w jej życiu przeplatać miłość, przyjaźń, zdrada, zaufanie, nienawiść, nadzieja. Problem zawsze jest ten sam: komu zaufać a na kogo uważać. Nie każdy jest taki, jakim na początku się wydaje.


Książka ma naprawdę wiele plusów, które sprawiają, że szybko się ją czyta, ale niestety są też minusy. Pierwszym z nich jest zbyt mało opisów głębi oceanu. Co prawda CC z pewnych względów nie mogła zbytnio oddalać się od brzegu, ale autorka mogłaby troszkę bardziej skupić się na podwodnym świecie, do którego w gruncie rzeczy Undine należała. Drugim mankamentem jest brak wartkiej akcji. Są chwile kiedy dzieje się naprawdę wiele, akcja nabiera coraz większego tempa, zastanawiamy się co wydarzy się dalej a następnie nagle siada. Jest zastój i potem znów wszystko się rozkręca. Tak samo początek, który w gruncie rzeczy strasznie się dłuży. Ostatnia rzecz, która rzuciła mi się w oczy i którą bym zmieniła to naiwność. CC, żeby przeżyć musi wracać do oceanu. Świetny pomysł, ale rozwiązane go już mniej. Nasza bohaterka często ryzykuje zbyt wiele i jest po prostu nieuważna. Gdyby chodziło o moje życie i o moją miłość robiłabym co w mojej mocy, by upewnić się, że wszystko jest tak, jak być powinno, że jestem bezpieczna. CC często wykazywała ogromną ignorancję w tej kwestii.


"Bogini Oceanu" ma i plusy i minusy. Chociaż akcja nie jest szczególnie porywająca i nie sprawia, że od książki nie można się oderwać, czyta się ją bardzo przyjemnie. P.C. Cast stworzyła naprawdę ciekawą historię i ciekawy świat, do którego warto zajrzeć i się z nim zapoznać. Mimo, że znalazłam wiele mankamentów, bardzo przyjemnie spędziłam czas z tą książką i żałuję, że nie zostały wydane kolejne jej części. Wreszcie mamy książkę, w której bohaterka ma dwadzieścia pięć lat a nie siedemnaście ;) Po zapoznaniu się z dwoma tytułami napisanymi przez Panią Cast stwierdzam, że ma ona wyjątkowy styl pisania i książki autorki albo się lubi, albo się ich nie znosi. Ja raczej stanę po stronie fanów, chociaż nie zaprzeczę, że czytałam lepsze książki niż "Bogini Oceanu".


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!

piątek, 8 lutego 2013

grafika
Tytuł: Naznaczona
Autor: P.C. Cast + Kristin Cast 
Ilość stron: 328

Historia moja i tej serii jest niezwykle długa, mimo że z "Naznaczoną" zapoznałam się całkiem niedawno!  Już jakiś czas temu słyszałam o serii "Dom Nocy", który zaczarował mnie swoimi okładkami, ale recenzje które wahają się od 1/10 aż po 10/10 dawały mi wiele do myślenia. Czytałam zarówno te mieszające książkę z błotem jak i te wychwalające ją pod niebiosa. W takich chwilach człowiek może naprawdę zwątpić w to, czy sięgnąć po dany tytuł, czy raczej sobie odpuścić...
Ja ostatecznie sięgnęłam! I wiecie co? Nie żałuję ;)

Główną bohaterką jest Zoey, zwyczajna nastolatka, która chodzi do liceum, ma kilku bliskich przyjaciół i problemy rodzinne. Przechodzi okres buntu częściowo wymuszonego przez matkę i ojczyma. W ciągu jednego dnia jej życie obraca się o 180 stopni. W jednej chwili rozmawia ze swoją przyjaciółką i rozmyśla o chłopakach a w drugiej zostaje N a z n a c z o n a  i musi zostawić swoje dotychczasowe życie. Nadszedł czas na Dom Nocy.

Dom Nocy to miejsce, w którym Naznaczeni przechodzą przemianę w dorosłe wampiry. To szkoła i internat w jednym. Uczniowie zapoznają się z zasadami rządzącymi ich nowym życiem, uczą się jego historii, ale mają też czas na spotkania towarzyskie i chwile samotności. Zoey czuje się w tej szkole nieswojo. Nie zna tam nikogo, trafia do niej w ostatniej chwili a na dodatek wyróżnia się spośród tłumu. Jej znak nie jest taki jak innych adeptów, okazuje się, że Zoey jest wyjątkowa...


Wstęp do jazdy konnej odbywał się w hali sportowej, zwanej też dużą salą gimnastyczną. Mieściła się w długim ceglanym budynku przy wschodnim murze obok wielkiego zadaszonego hipodromu. W całym budynku pachniało mieszanką trocin, koni i skóry, w sumie przyjemną, nawet jeśli się wiedziało, że część tego zapachu stanowią końskie odchody.


Panie Cast stawiają na młodzieżowy język. Jest to książka o wampirach, więc z góry szufladkuje się ją jako literaturę młodzieżową. Bohaterowie używają więc języka znanego współczesnym nastolatkom. Działa to zarówno na plus jak i minus tej książki. Plusem jest to, że lektura nie wymaga od nas żadnego wysiłku, nada się na ponury, jesienny czy zimowy wieczór, gdy nie czujemy się najlepiej bądź mamy dość trudnych, wymagających lektur. Dzięki prostemu językowi książkę pochłania się w okamgnieniu i nie wiadomo kiedy przewracamy ostatnią jej stronę. Patrząc w drugą stronę jest to minus książki. Dla osób wymagających, książka ta okaże się po prostu jedną, wielką pomyłką a dla osób, które lubią posiedzieć przy danym tytule, skończy się niestety zbyt szybko!

Plusem jest sama geneza powstawania wampirów. Pani Cast odeszła od pomysłu z ugryzieniem, śmiercią czy czymkolwiek innym. Początki "wampirstwa" (mogę tak to nazwać?) biorą się z genu ludzkiego. Naukowcy nadal starają się dotrzeć do tego, skąd w ludzkim organizmie bierze się dany gen i jak zapobiec jego rozwijaniu, by w pewnym momencie życia nie zostać Naznaczonym.

Dużym minusem jest brak opisów bohaterów. Oczywiście nie wymagam od autorki długiego, nużącego wstępu, w którym przedstawi mi całe drzewa genealogiczne, ale w tej książce ciężko wyobrazić sobie dane postacie. Każda z nich co prawda ma cechę szczególną, która wyróżnia ją na tle innych i sprawia, że jest wyjątkowa, ale mało tu opisów, które powiedziałyby nam coś więcej. Dostajemy jedynie ogólny opis, który w gruncie rzeczy niewiele nam uzmysławia. 

Myślę, że "Naznaczona" jest całkiem przyjemną, niezobowiązującą lekturą. Nie możemy od niej wymagać zbyt wiele, bo możemy się zawieść. Być może dlatego tak bardzo mnie pochłonęła i wyjęła kilka godzin z mojego życia, ponieważ spodziewałam się totalnego gniotu a dostałam lekturę, która mnie zainteresowała i sprawiła, że na pewno sięgnę po kontynuację! Nie ma mowy, żebym nie poznała dalszego ciągu historii Zoey!


Za możliwość zapoznania się z pierwszym tomem cyklu "Dom Nocy" dziękuję serdecznie Grupie Wydawniczej Publicat:

niedziela, 20 stycznia 2013

grafika
Tytuł: Dotyk
Autor: Jus Accardo
Wydawca: Dreams
Ilość stron: 344

Od momentu kiedy ujrzałam tę okładkę w zapowiedziach, zapragnęłam przeczytać książkę. Na szczęście było mi to dane bardzo szybko. Co prawda moje pierwsze skojarzenie po przeczytaniu opisu to "czy o tym samym nie jest >>Dotyk Julii<<?", ale przez to, że wyżej wymienionej książki jeszcze nie czytałam, nie martwiłam się tym, czy jedna jest plagiatem drugiej. Ale do rzeczy...

Deznee Cross ma siedemnaście lat i uwielbia mocne wrażenia. Zjazd z dachu na deskorolce to dla niej nic. Jednak jej największym hobby jest denerwowanie ojca. Jej aktualne życie sprowadza się tak naprawdę do dwóch rzeczy: sprawiania, że ojciec jest coraz bardziej wściekły i imprez. Podczas powrotu z jednej z nich natyka się na tajemniczego chłopaka, który ucieka przed grupą mężczyzn. Dez postanawia mu pomóc, bo widzi w tym świetną okazję do podniesienia ojcu ciśnienia. W końcu nic tak nie denerwuje ojców, jak przystojni chłopcy spędzający czas sam na sam z ich córeczką, w dodatku w pustym domu.

Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem Dez. Okazuje się, że Kale – przygarnięty chłopak i jej ojciec się znają. W chwili słabości Kale grozi dziewczynie śmiercią i gdy zapadł wyrok i chłopak postanawia spełnić swoją groźbę sprawia wrażenie zaskoczonego. Nic się nie wydarzyło. Dez nie wie co się dzieje, Kale jest zaskoczony, ale oboje szybko przytomnieją i uciekają przed ojcem dziewczyny, który mierzy do nich z pistoletu. 

Dez dowiaduje się prawdy o ojcu i firmie prawniczej, w której pracował, Deznee Corporation. Odkrywa też nową siebie, Kale’a oraz swoją przeszłość, która niekoniecznie wyglądała w ten sposób, w jaki dziewczyna ją widziała. Przed Dez i Kale’m stoi niezwykle odpowiedzialne zadanie. Czasu jest coraz mniej i on wcale nie działa na ich korzyść.


 "Na tym krótkim odcinku Kale wkurzył ciężarną, mówiąc o niej wielka, i zaczął wypytywać miłośników gotyku o ich niezwykły makijaż. Gdybyśmy jechali autobusem jeszcze dalej, doszłoby do rękoczynów."


Książkę czyta się niesamowicie szybko. Przeczytanie jej zajęło mi niecały dzień. Na początku postanowiłam, że będę ją dawkować, żeby zbyt prędko nie skończyć i po raz kolejny nie zostać z mętlikiem w głowie, ale mi się nie udało. Gdy zatopiłam się myślami w wir wydarzeń, nie było mowy o tym, żeby odłożyć książkę na bok. Przystępny język, brak zbędnych opisów, wartka akcja i nagle okazało się, że to już koniec. Przeżyłam prawdziwy szok!

Moje uczucia względem Dez były mieszane. Na początku odebrałam ją jako nastolatkę bez ambicji dla której najważniejsza jest zabawa. Zero aspiracji, żadnych celów. Nie spodobało mi się to, ponieważ dość mam płytkich postaci, które nic nie wnoszą. Na szczęście autorka stopniowo dawkowała nam informacje na temat życia i wychowywania dziewczyny. Wtedy zrozumiałam dlaczego Dez zachowywała się jakby pozjadała wszystkie rozumy. Będąc na jej miejscu również postawiłabym barierę ochronną. Brak miłości ze strony ojca, brak matki w moim życiu, jedyna miłość okazana mi ze strony drugiej osoby była jedynie kłamstwem i złudzeniem. Nie sposób być na wszystkich otwartym. Dzięki stopniowemu poznawaniu historii Dez, dziewczyna stała się naprawdę barwną postacią, której nie sposób nie lubić.

Na plus jest również okładka i wydanie książki. Duża, wyraźna czcionka, dzięki której tekst czyta się bardzo szybko i wzrok się przy tym nie męczy. W dodatku chłopak na okładce, który w 100% oddaje Kale'a. Dokładnie w taki sposób można by go sobie wyobrazić. 

Niestety są też minusy. Pierwszym, który rzucił mi się w oczy to błędy w książce. Wyłapałam w niej kilka literówek, użycia nie tej osoby (np. wypowiada się Dez a mówi jakby była mężczyzną) oraz przesuniętych przecinków czy kropek. Niby niewiele, ale czasami przeszkadzało mi w czytaniu. Zawsze dopuszczam jakiś margines błędu, ale tutaj rzucały mi się one w oczy zbyt często. Drugim minusem jest miłość jaka nawiązała się między Dez oraz Kale'em. Oczywiście nie sposób jej uniknąć w tego typu książce i była to naprawdę piękna miłość, ale czy nie rozwinęła się zbyt wcześnie? Nie wyobrażam sobie zakochać się w kimś po uszy po zaledwie dwóch dniach znajomości, chociaż trzeba przyznać, że paranormale rządzą się swoimi prawami ;)


"Patrzenie jego oczami stanowiło dla mnie pouczające doświadczenie. Pierwszy zachód słońca, pierwsze lody czekoladowo-miętowe, pierwsze wyjście do kina. Za każdym razem czułam nowy przypływ życia. Proste rzeczy, które traktujemy jako oczywiste, dla niego są nowe i ekscytujące. I dzięki temu również mnie się takie wydają."


Mimo tych kilku tak naprawdę nieznaczących nic minusów, książkę oceniam bardzo pozytywnie. Wartka akcja, tajemnice, piękna miłość, docenianie rzeczy pozornie nieważnych. To i jeszcze więcej składa się na naprawdę ciekawą lekturę, której kontynuację mam nadzieję już niedługo będę miała okazję przeczytać!


Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję bardzo wydawnictwu Dreams: