Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helion. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2012

grafika
Tytuł: Ostatni maraton
Autor: Piotr Kuryło
Wydawca: Helion, Bezdroża
Ilość stron: 176

Wyobrażacie sobie okrążyć ziemię w 365 dni? A czy wyobrażacie sobie okrążyć ją na własnych nogach? No oprócz tego oczywiście dwa przeloty samolotami: z Portugalii do Nowego Jorku oraz z San Francisco do Władywostoku. W każdym razie, pozostała część drogi jest przebyta jedynie za pomocą Waszych własnych nóg!  Nie pomyślałabym, że taki pomysł może dojść do skutku i co najważniejsze - powieść się!

Tak, tak! Pan Piotr Kuryło - maratończyk, długodystansowiec zdecydował się zakończyć bieganie tytułowym "Ostatnim maratonem", który miał polegać na przemierzeniu Ziemi na własnych bogach bez żadnego wsparcia typu samochód, rower czy ciężarówka jadąca za nim i pomagająca w chwilach kryzysu. Został sam ze sobą, z rzeczami które zabrał typu: namiot, śpiwór, coś do picia i coś do jedzenia oraz z wiarą w Boga. To dzięki Niemu udało się ukończyć ten bieg i to właśnie On czuwał nad Panem Piotrem przez całą jego drogę. 

Uwielbiam i podziwiam ludzi, którzy sięgają po rzeczy pozornie niemożliwe. Nieważne czy robią to codziennie, raz w tygodniu, raz w roku czy raz w życiu. Liczy się to, że robią i dają z siebie wszystko. Poświęcają część swojego życia, czasem rodzinę, bądź różne obowiązki po to, by w pełni poświęcić się swojej pasji i spełnić marzenia. Świetnie, jeżeli przyświeca temu dodatkowo jakiś cel. W przypadku Pana Piotra celem samym w sobie był bieg. Biegł on oczywiście dla siebie i dla rodziny (bo w ten sposób chciał skończyć z bieganiem, więc po powrocie miał być tylko dla nich), ale biegł też dla celu wyższego - dla pokoju. Zaznaczał to nie raz na łamach książki.

To, co również spodobało mi się w postawie Pana Piotra to oddanie i całkowite zaufanie Bogu. Ja nie jestem szczególnie religijną osobą, ale potrafię docenić wiarę innych. Tutaj nie chodziło jedynie o powierzchowność, odmówienie "zdrowasiek" dla zasady w myśl "Jak się uda i mnie usłyszy to będę miał szczęście i mi się powiedzie, a jak nie to trudno". Pan Piotr powierzył cały bieg Bogu. Wierzył, że wszystko co go spotyka, wszyscy ludzie, którzy stają na jego drodze, znaleźli się tam nie bez powodu. Odmawiał modlitwy nie tylko za samego siebie i swoją "misję", ale również za ludzi, których mijał i spotykał. Naprawdę wielki gest, wielka miłość i wielka wiara. Tylko pozazdrościć!

"Ostatni maraton" to książka bardzo krótka, ale niezwykle wciągająca. Nie otrzymamy tutaj zbędnych opisów mijanych zabytków - bo to nie przewodnik, nie otrzymamy ogromu informacji specjalistycznej z zakresu biegania - bo to nie poradnik, ale możemy otrzymać dużą dawkę motywacji i wiary we własne możliwości oraz dużą dawkę wiary w innych ludzi. Panu Piotrowi bez pomocy ludzi spotkanych na jego drodze byłoby na pewno o wiele trudniej. Znaleźli się jednak tacy, o otwartych sercach, wypełnionych miłością, którzy wsparli maratończyka w gorszych chwilach i pokazali, że nadal możemy liczyć na dobre gesty obcych ludzi (oczywiście nie wszędzie i nie u każdego ;) Dodatkiem uatrakcyjniającym czytanie są zdjęcia znajdujące się mniej więcej na co drugiej stronie (jedyne zastrzeżenie jakie do nich mam to brak uśmiechu na twarzy Pana Piotra, chociaż rozumiem jak ciężko było przebiegać tyle km dziennie)


Za możliwość zapoznania się z tą niewiarygodną historią dziękuję bardzo Grupie Wydawniczej Helion i Wydawnictwu Bezdroża

środa, 24 października 2012

grafika
Tytuł: Wałkowanie Ameryki
Autor: Marek Wałkuski
Wydawca: Helion
Ilość stron: 312
Książka dostępna również w księgarni internetowej Gandalf

Ameryka i jej mieszkańcy to bardzo często w naszym mniemaniu naród zadzierający nosa z bogatymi ludźmi, którzy mogą wszystko, wtrącają się we wszystko, mieszkają w ogromnych domach, jeżdżą dużymi samochodami a przy okazji są niedouczonymi ignorantami. Z drugiej jednak strony wiele osób ma przed oczami ten tzw. "American dream" i jedyne o czym marzy, to zniesienie wiz dla Polaków i wyjazd do kraju mlekiem i miodem płynącego.

Jaka jest prawda? Kto ma rację? Jak rzeczywiście wygląda życie przeciętnego Amerykanina i czy żyje on w luksusie? Osobie, która obserwuje z daleka ciężko tak naprawdę stwierdzić jak wygląda życie w Ameryce od kuchni, bo z odległości, wszystko zawsze wygląda lepiej. W końcu jeden dolar to ok. czterech złotych, więc dlaczego miałoby być tak źle? Przecież to istny raj! Wystarczy spakować manatki, wyjechać no i żyć i nie umierać!

Autor książki mieszka w Ameryce od wielu lat. Marek Wałkuski jest korespondentem Polskiego Radia w Waszyngtonie, więc miał okazję odwiedzić różne zakątki tego kraju. Dzięki temu posiada informacje z wiarygodnego źródła jakim jest samo życie. Dzięki obserwacjom, wyjazdom, rozmowom z innymi i własnemu doświadczeniu stworzył książkę, która sprawia, że my, jako odbiorcy, staramy się Amerykę zrozumieć. Pan Marek "przełamuje stereotypy na temat Amerykanów i ich kraju, patrzy na USA z życzliwością i nie wierzy w ogłaszany przed wielu >>mędrców<< schyłek Ameryki".

Dzięki tej lekturze dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy, wśród których znajdują się takie tematy jak: patriotyzm, edukacja, posiadanie i użytkowanie broni, muzyka country, religia, samochody i kierowcy, Polska w Ameryce, przeciętny Smith konta przeciętny Kowalski a także wiele, wiele innych!!

Ten tytuł polecam każdemu! Fantastyczne źródło wiedzy na temat kraju zza oceanu, w którym znajdziemy całą masę ciekawostek o których wcześniej nie miałam pojęcia. Przystępny język, lekkie pióro autora, ciekawy temat - to wszystko składa się na lekturę, z którą naprawdę miło spędziłam czas. Pozycja ta trafia na moją listę bestsellerów i dla odświeżenia wiedzy (która swoją drogą też jest najświeższa, bo autor pisze o wielu rzeczach, które miały również miejsce w tym roku) na pewno jeszcze nie raz po nią sięgnę! Jeżeli Ameryka Was fascynuje, na pewno nie zawiedziecie się na tej książce ;)


Za możliwość zapoznania się z "Wałkowaniem Ameryki' dziękuję serdecznie Grupie wydawniczej Helion:

piątek, 12 października 2012

grafika
Tytuł: Fotograf w podróży
Autor: Piotr Trybalski
Wydawca: Helion
Ilość stron: 320

Jedną z moich pasji jest fotografia. Jak tylko ruszam się gdzieś dalej, aparat zawsze jest przy mnie i towarzyszy mi, kiedy otaczający mnie krajobraz jest po prostu idealny do uwiecznienia. Takie chwile zdarzają się bardzo często, więc doszłam do wniosku, że wypadałoby się dowiedzieć czegoś więcej na temat sztuki fotografii. Już od jakiegoś czasu chciałam się doedukować, ale nie wiedziałam w sumie od czego zacząć. Internet skrywa wiele tajemnic, ale podczas przeglądania portali fotograficznych, natykałam się na wiele nieznanych mi terminów. Szukałam więc źródła wiedzy, które czarno na białym wszystko by mi wyjaśniło. Z pomocą przyszła książka Piotra Trybalskiego.

"Fotograf w podróży" to inspirujący przewodnik po świecie reporterskiej fotografii podróżniczej. Podzielony jest na sześć rozdziałów omawiających wszystko od A do Z. Od przygotowań do wyjazdu fotograficznego, przez wybieranie sprzętu i fotografię w podróży, aż po katalogowanie i obróbkę zdjęć. Jest to kompendium wiedzy każdego, kto chciałby wyjechać w typową fotograficzną podróż. Ja się co prawda do takiej nie szykuję, ale wiem już z czym, w razie nawet zwykłej kulturoznawczej podróży, będzie mi najwygodniej, co będzie mi potrzebne a co nie, no i jak zabezpieczyć się przed utratą chwil uwiecznionych na fotografiach.

Poradnik ten jest kopalnią pomysłów i inspiracji dla osób, które uwielbiają fotografować. Nie musicie wyjeżdżać do Peru, Kambodży czy gdziekolwiek, gdzie mogłoby być egzotycznie, by wykorzystać ten tytuł. Można z niego czerpać wiedzę i pomysły, które mogą zostać wykorzystane w czasie podróży po Polsce, naszym województwie czy nawet przy robieniu portretów koleżance czy koledze.

Książka Piotra Trybalskiego naprawdę mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że jest to aż tak dobry tytuł. Sprawił, że pokochałam fotografię jeszcze bardziej i wiem, że podróże i zdjęcia to dwie rzeczy, które naprawdę chcę kiedyś robić. Upewniłam się w tym, że jest to ścieżka, którą chcę podążać i wtedy będę czuła się spełniona. 

Jeżeli jesteś więc osobą, która na zdjęciach uwiecznia każdy moment życia. Marzy o tych dalekich i tych bliskich podróżach podczas których będzie mógł fotografować bądź po prostu chcesz się dowiedzieć czegoś innego i zaczerpnąć dawki inspiracji ta książka będzie dla Ciebie idealna. Osoby, które nie fascynują się fotografią i robią zdjęcia tylko wtedy kiedy muszą, raczej nie wyniosą nic z tej lektury - chyba, że lubicie oglądać "ładne obrazki" ;)


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Grupy wydawniczej Helion

piątek, 28 września 2012

grafika
Tytuł: Moc pewności siebie. Osiągaj zamierzone cele i poczuj siłę spełnienia
Autor: Tim Sanders
Wydawca: Helion
Ilość stron: 192
Książka dostępna w księgarni internetowej Gandalf

Pewność siebie to cecha niezwykle ważna w dzisiejszych czasach. Bez niej ciężko jest gdziekolwiek zajść, chociaż nie jest to niemożliwe. Nie ukrywajmy jednak, że osobom, które są pewne siebie jest łatwiej. Nie mają problemów ani z poznawaniem nowych osób, ani z rozwiązywaniem problemów, ani nie biją się z własnymi myślami, pod kątem "zrobić, czy nie zrobić", "dam radę, czy nie dam rady".

Książka to historia autora, który opowiada krok po kroku jak walczył z samym sobą i budował pewność siebie. Spędził wiele lat za linią boczną, ominęło go wiele okazji i przygód, czego żałował, więc postanowił zmienić. Przypomniał sobie mądrość, którą dzieliła się z nim Billye, osoba która go wychowała i była mentorką, przekształcił pod kątem książki i przedstawił to w taki sposób, aby każdy zrozumiał i mógł wprowadzić do swojego życia.

Ten tytuł to nie jest zwykły poradnik mówiący o tym, co zrobić, żeby zaakceptować siebie i być zdolnym podejść do nieznanej nam osoby na ulicy i z nią porozmawiać. Tutaj pewność siebie jest ujęta w większym zakresie. Chodzi o wiarę w siebie, w osiąganie wymarzonych celów. Ważnym jest, by w pełni zaakceptować siebie i swoje czyny. Myśląc pozytywnie i wierząc w sukces jesteśmy wstanie go osiągnąć. Nie możemy zamykać się w swojej skorupie, przeżywać czegoś, co jeszcze nie miało miejsca (np. ewentualnej porażki, która niekoniecznie musi nastąpić) i nie robić nic, niepotrzebnie spędzając czas rujnując życie swoją postawą.

Książka na pewno jest wartościową pozycją dla osób, które uwielbiają tematykę samorozwoju. Sprawdzi się też dla osób, które nie czują motywacji do pracy, pragną coś zmienić, chcą wypełnić swój umysł budującymi myślami, ale też błyskawicznie podnosić po niepowodzeniu czy zyskać wiarygodność i zaufanie innych osób. W końcu nasze pozytywne nastawienie i wiara we własne czyny to najlepszy motywator i zachęta dla innych do pracy.

Książkę przeczytałam dzięki Grupie Wydawniczej Helion:

niedziela, 23 września 2012

grafika
Tytuł: Tajski epizod z dreszczykiem
Autor: Marek Lenarcik
Ilość stron: 272 
Książka dostępna w księgarni internetowej Gandalf
Tajlandia, zwana również Krainą Uśmiechu. Tropikalny kraj do którego z powodu niewygórowanych cen podróżują "plecakowcy". Przepiękne, piaszczyste plaże, krystalicznie czysta woda i egzotyczne atrakcje kulinarne. Nie ma chyba osoby, która by o Tajlandii nie słyszała. Ale ile tak naprawdę o niej wiemy, co powinno zwrócić na nią uwagę? Z przyjemnością sięgnęłam po "Tajski epizod...", aby pogłębić swoją wiedzę na temat tego jakże tajemniczego kraju.

Marek Lenarcik, autor książki, to mężczyzna dla którego podróżowanie zawsze było częścią życia. W pewnym jego momencie wyjechał do Irlandii. Szybko dostał pracę i zakochał się w nowym miejscu. Po czasie jednak wszystko zaczęło go męczyć i postanowił zmienić swoje życie. Sprzedał cały swój dorobek, zaryzykował i wyjechał do Tajlandii na kurs TEFL, aby zostać nauczycielem angielskiego. Co z tego wynikło? Tego możemy dowiedzieć się z jego książki...

Książka jest bardzo dobrze wydana. Przepiękna okładka, zachęcający opis a i styl pisania bardzo przystępny, aż chce się czytać więcej. Autor ma naprawdę lekkie pióro i mógłby wiele osiągnąć jako pisarz. Całość podzielona została na 13 rozdziałów opowiadających o kolejnych etapach życia w Tajlandii i poznawania jej: od wyjazdu z Irlandii, przez walkę z uczniami aż po wakacje ze swoją "drugą połówką". Każdy rozdział jest odpowiednio wyważony i nie odczuwamy, że tekstu jest zbyt dużo, bądź zbyt mało.

Teraz czas na tą gorszą część, czyli co mi się w książce nie podobało. Jak pisałam na początku - miałam ochotę odkryć Tajlandię, dowiedzieć się więcej na jej temat i odbyć swego rodzaju przygodę. Niestety zawiodłam się na tej pozycji, bo liczyłam na książkę podróżniczą a dostałam całą masę opisów seksturystyki i podbojów miłosnych autora. Nie powiem, że o samej Tajlandii nic nie było, bo bym skłamała, ale główna tematyka książki to czatowanie, poznawanie i zaciąganie Tajlandek do łóżka i wychwalanie ile to one nie miały przez jedną noc orgazmów. Szczerze? A co mnie to obchodzi!! To ich prywatna sprawa i gdybym miała ochotę zgłębiać tego typu wiedzę, szukałabym w innej literaturze. Brakowało mi też mapy z odwiedzonymi przez autora miejscami i zdjęć! Znajdowały się one jedynie na kartach tytułowych rozdziałów. 

Nie podobało mi się też wielokrotne porównywanie Europejek do Tajlandek. Według tego co wyczytałam, żeby być dobrą dziewczyną/żoną, powinnam całą swoją uwagę poświęcać mężczyźnie. Ścielić za niego łóżko, być na każde zawołanie i każdej nocy szaleć z nim przez kilka godzin, dając mu rozkosz. A co my, niewolnikami jesteśmy? Niekiedy Tajlandki rzeczywiście mogłyby być naszym wzorem i mogłybyśmy się wiele od nich nauczyć, ale bez przesady. My nie służba a faceci rączki też mają...

Mimo wszystko, książka nie jest zła. Miałam co prawda nadzieję na coś innego, ale treść sama w sobie jest na dobrym poziomie i bardzo przyjemnie się czyta. Nie miałabym nic przeciwko jakby autor napisał coś jeszcze zwracając jednak uwagę na inne aspekty życia za granicą. Następnym razem chciałabym się po prostu więcej dowiedzieć na temat kraju i jego kulturze. Byłoby też miło, gdyby pisał do odbiorców obu płci, bo krytykowaniem sposobu życia kobiet w Polsce, damskich czytelników raczej nie zdobędzie.


Za możliwość zapoznania się z książką serdecznie dziękuję grupie wydawniczej Helion oraz wydawnictwu Bezdroża: 

czwartek, 6 września 2012

Autor: Robert B. Dilts
Wydawca: HELION
Ilość stron: 216
Książkę można nabyć w księgarni Gandalf
"Albert Einstein (1879-1955) nie tylko uważany jest na całym świecie za geniusza, ale stanowi także symbol geniuszu XX wieku. W swojej pracy zajmował się kwestiami nie tylko naukowymi i namacalnymi, ale także duchowymi i społecznymi. Jest również autorem całkowicie nowego paradygmatu myślenia, który wpłynął na to, jak patrzymy dziś na wiele codziennych zjawisk."

Po zakończeniu 2. klasy liceum, myślałam, że to już koniec mojego "jakiegokolwiek kontaktu" z fizyką (znienawidzonym przeze mnie i wielu moich rówieśników przedmiotem szkolnym). Okazało się jednak, że los chciał, bym zmierzyła się z pozycją o jednym z najbardziej znanych geniuszy, który zajmował się zagadnieniami dotyczącymi fizyki. 

Publikacja podzielona jest na kilka części: epistemologia Einsteina, makrostrategia modelowania Einsteina, poglądy Einsteina na język, teoria względności, zastosowanie strategii Einsteina i inne. Do książki dodano również: podstawy i założenia NLP, presupozycje NLP oraz słowniczek pojęć NLP.

Zaraz po skończonej lekturze, nie wiedziałam nawet, co mogę o niej napisać. Przyznam szczerze, że troszkę ją wymęczyłam - tak jak powiedziałam fizyka to moja pięta achillesowa. W każdym razie muszę przyznać, że pozycja jest bardzo fajnie przygotowania. Założenia i myśli Einsteina nie się przedstawione na zasadzie "może tak było, może nie - ja tutaj tylko zgaduję", ale poparte licznymi przykładami. Możemy dowiedzieć się w jaki sposób ten niezwykły człowiek myślał i wyprowadzał różne założenia. W książce znajdziemy też wiele rysunków, które bardzo pomagają w rozumieniu treści takim laikom jak ja. Dzięki nim byłam wstanie zrozumieć eksperymenty i nadążać za tokiem myślenia - w innym przypadku byłyby to dla mnie jedynie puste słowa.

Myślę, że tytuł ten to nie lada gratka dla osób zainteresowanych osobą Einsteina, zainteresowanych NLP i publikacjami tego typu. Ja co prawda nie za bardzo się do nich zaliczam i upewniłam się w tym, że fizyka to nie jest moja ulubiona dziedzina, ale w gruncie rzeczy, cieszę się, że miałam możliwość zapoznać się z tą pozycją  ;)


Za możliwość przeczytania tego tytułu serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Helion i Pani Justynie ;)

niedziela, 1 lipca 2012

grafika
Tytuł: Pamięć absolutna. Jak radzić sobie z zapominaniem i podkręcić możliwości umysłu
Autor: Nishant Kasibhatla
Ilość stron: 192

"Żyjemy obecnie w erze szybkiej wymiany informacji. Zwiększenie sprawności zapamiętywania przestaje być alternatywą. Staje się koniecznością! Naszej pamięci używamy non stop, korzystamy z niej przez całe życie i to, w jaki sposób się nią posługujemy, przełoży się na nasze osiągnięcia." Czy nie chcielibyście móc bez żadnych notatek móc zapamiętywać różnego rodzaju informacje - nawet te pozornie błahe? Od list zakupów, przez numery telefonów, zapamiętywanie słów w językach obcych, aż po imiona nowo poznanych osób na imprezie! Ja od zawsze uważałam, że mam problemy z pamięcią i większość rzeczy sobie notowałam, bądź zwyczajnie o nich zapominałam.

Książka składa się z 10 rozdziałów wśród których znajdują się: test wprowadzający, techniki pamięciowe dla początkujących, sposoby na zapamiętywanie wielu różnych rzeczy, sposoby na doładowanie naszego mózgu i popisy, dzięki którym możemy zaimponować innym naszą pamięcią.

Jak przystało na dogłębne zapoznanie się z lekturą, nie pominęłam testu na początku książki i na spokojnie go wykonałam. Nadal nie wierzę w wynik który mi wyszedł. 90/100 punktów, czyli według książki dysponuję niesamowitą pamięcią. Autor zasugerował na których rozdziałach mogę się skupić, zdecydowałam się jednak przeczytać książkę od deski do deski, żeby niczego nie pominąć - w końcu nie uwierzyłam w mój wynik ;)

Muszę przyznać, że część zagadnień absolutnie mnie nie zaskoczyła - jak np. informacja, że mózg lepiej zapamiętuje obrazy. Słyszałam już o tym wcześniej i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę - zresztą nie bez przyczyny sięgnęłam po poradnik dotyczący map myśli - bo to też się z tym wiąże. Znalazły się też zagadnienia czy może sposoby na zapamiętywanie, o których wcześniej nie słyszałam.

Myślę, że po książkę warto sięgnąć i poznać tajniki naszej pamięci i rozwiązania, które pomogą nam w zapamiętywaniu. Jest to pozycja, która trafi do każdego i każdemu się przyda. Pamięć niećwiczona jest coraz gorsza a myślę, że warto poświęcić nawet te 10 minut dziennie na różnego rodzaju ćwiczenia, żebyśmy czuli się wiecznie młodzi i zawsze bez problemów zapamiętywali ważne dla nas rzeczy.

Za książkę dziękuję serdecznie księgarni internetowej Sensus


poniedziałek, 25 czerwca 2012

grafika
Autor: Marcin Matuszewski, Radosław Lasko
Ilość stron: 144

"Mapy myśli" to książka napisana przez Marcina Matuszewskiego - twórcę i właściciela Centrum Szkoleniowego Intelektualnie.pl oraz Radosława Lasko - praktyka i entuzjastę technik szybkiej nauki. Panowie przede wszystkim stworzyli pozycję, aby nauczyć nas tworzyć mapy myśli, ale też szybciej i łatwiej zapamiętywać nowe informacje oraz zwiększyć naszą zdolność do twórczego myślenia.

Ten krótki poradnik składa się z dwóch części. Pierwsza przedstawia teorię: co to są mapy myśli, jak działają, po co mielibyśmy je tworzyć, kiedy można z nich korzystać itp. Czyli wszystko co powinniśmy wiedzieć o naszych sposobach nauki i co mogą zmienić MM. Część druga to czysta praktyka. Autorzy krok po kroku pokazują nam jak tworzyć mapę myśli, jakie stosować sztuczki by nasza MM była dla nas  i naszego mózgu bardziej atrakcyjna. 

Ja o MM słyszałam już jakiś czas temu, ale jakoś nigdy ich nie stosowałam. Nie chodziło o fakt, że nie spodobała mi się ta metoda nauki, czy nie działała na mnie, ale po prostu nie potrafiłam z niej korzystać. Próbowałam już kilka razy, ale za każdym traciłam motywację, bo nie wiedziałam co rysować, jak rysować i co to tak naprawdę mi da. Moje tak naprawdę nieudolne mapy myśli nadal wiszą na tablicy korkowej nad łóżkiem, ale nigdy do nich nie wróciłam. 

Po lekturze tej książki zrozumiałam w czym leży problem i dlaczego uznałam tą metodę za złą. Po prostu źle z niej korzystałam. Co prawda narysowanie takiej MM to nie jest jakaś wielka filozofia i każdy z nas może to zrobić, ale myślę, że warto o tym trochę poczytać, poznać różne metody ich rysowania i krok po kroku zobaczyć jak powstaje jakakolwiek MM - i właśnie ta pozycja nam to umożliwia.

Przyznam szczerze, że po przeczytaniu tej pozycji wszystko sobie ułożyłam, wiem co i jak i zyskałam nowe pokłady motywacji. Tym razem do rysowania MM przysiądę z o wiele większym entuzjazmem i mam nadzieję, że mapy wspomogą mnie w moich projektach nauki języków w rok i nie tylko ;)


Za książkę serdecznie dziękuję księgarni internetowej Sensus!

sobota, 23 czerwca 2012

grafika
Tytuł: Talent nie istnieje. Droga do praktycznego osiągania mistrzowskich umiejętności
Autor: Artur Król
Ilość stron: 120

¨Większość z nas została wychowana w przekonaniu, że talent istnieje. Że to dar, który przyniosła nam ewolucja, czy jakaś siła z zaświatów, odpowiadająca za natchnienie i umiejętności. [...] A co, jeśli coś takiego jak 'talent' nie istnieje?" Jeżeli chodzi o mnie to nie załamałabym się, bo uważam, że ja nie mam żadnego talentu. Dzięki takiemu stwierdzeniu podniósłby się mój poziom motywacji, bo oznacza to, że i tak mogę osiągnąć wszystko o czym marzę. 

Książka powstała po to, by udowodnić nam, że talent jest mitem, że są w nas możliwości, po które musimy tylko sięgnąć. Dzięki tej pozycji dowiemy się co to jest ćwiczenie celowe i jak je wprowadzić do naszego 'treningu' oraz jak zaplanować ćwiczenia, żeby zostać mistrzem w wybranej przez nas dziedzinie.

Książka podzielona jest na 8 rozdziałów. Poświęcone są one zarówno mitowi jakim jest talent, cechom celowego ćwiczenia, pułapkom w drodze do mistrzostwa jak i ewolucji metod nauki. Pan Artur na każdej stronie stara się nam udowodnić, że talent nie istnieje i rzeczywiście używa do tego wielu różnorodnych przykładów. Jeżeli chodzi o mnie - zostałam przekonana! Wiem, że mogę zrobić wszystko co tylko będę chciała. Ale skoro "talent nie istnieje" to jak? Odpowiedź jest prosta: Zasada 10 000 godzin! Odpowiedź niby prosta, ale dojście do mistrzostwa w danej dziedzinie niestety już takie nie jest. 

Myślę, że na szczególną uwagę zasługuje również okładka! Po prostu się w niej zakochałam. Przepiękny niebieski kolor wprost mnie do niej przyciągnął i niemal siłą zmusił do zgłębienia tajemnicy celowego ćwiczenia i zasady 10 000 godzin ;) 

Ogólne wrażenia? Zagadnienie ciekawe, ale myślę, że nie skorzystam zarówno z wszystkich punktów celowego ćwiczenia jak i zasady 10 000 godzin. Dlaczego? Nie muszę zostawać mistrzem w dziedzinach, które mnie interesują. Jednak wiele wskazówek i ćwiczeń w książce jest na tyle ciekawych i motywujących, że na pewno o nich nie zapomnę i będę do nich wracać.


Za książkę dziękuję serdecznie księgarni internetowej Sensus


poniedziałek, 18 czerwca 2012

grafika
Autor: Marcin Matuszewski
Ilość stron: 144

"Czytaj dwa razy szybciej!" to błyskawiczny kurs szybkiego czytania. Dzięki niemu nie tylko mamy okazję nauczyć się czytać dwa razy szybciej, ale też zapomnieć o dekoncentracji czy zacząć szybciej przyswajać wiadomości. Jest to poradnik napisany przez Pana Marcina Matuszewskiego - twórcę i właściciela Centrum Szkoleniowego Intelektualnie.pl oraz sieci szkół pod tą samą marką.

Jako, że książeczka ma zaledwie 144 strony od razu chwyciłam ją w swoje łapki i zaczęłam przyswajać wiedzę, w końcu jestem otoczona książkami i mam sporo zaległości w czytaniu, więc możliwość czytania dwukrotnie szybszego okazała się dla mnie bardzo atrakcyjna. 
Na samym początku mamy test - ile słów na minutę czytamy. Usiadłam wygodnie na kanapie i sprawdziłam. Mój wynik to 187 słów na minutę. Nie wiem czy to dużo, czy mało, ale chcąc dowiedzieć się, czy książka rzeczywiście mi pomoże, musiałam to sprawdzić. 

Następnie przechodzimy do ćwiczeń poprawiających szybkość czytania. Są to ćwiczenia poszerzające pole naszego widzenia. Przyznam szczerze, że czym dalej w las, tym więcej miałam problemów, bo mój wzrok peryferyjny nie działał tak dobrze jak sądziłam, ale czym więcej ćwiczeń wykonałam, tym szło mi lepiej. Kolejną częścią są również ćwiczenia, jednak określone przez autora jako "hardkor". Niektóre rzeczywiście takie były i sprawiły mi dużo problemów, ale niektóre okazały się przyjemniejsze niż te wcześniej. 
W "prezencie", o którym jest mowa w dalszej części książki, możemy z podanej strony pobrać rytm, z którym mamy ćwiczyć czytanie. Na początku jest on dość wolny i bez problemu czytałam kolejne linijki tekstu, jednak stawał się on coraz szybszy i pod koniec zdecydowanie nie nadążałam! Jestem jednak pewna, że wszystko jest do wyćwiczenia! 

Ostatnią częścią książki jest test. Kolejny tekst, przy którym możemy sprawdzić jak szybko tym razem czytamy. Zdziwiłam się, że to JUŻ i po tak krótkiej lekturze miałabym nagle czytać szybciej. I to dwa razy! Przecież to nie możliwe, ale postanowiłam spróbować. Końcowy wynik mnie zaskoczył - 322 słowa na minutę! Okazało się, że nie czytam o 100% szybciej, ale o  58% już tak! Myślę, że to świetny wynik po tak krótkim czasie pracy z przedstawionymi zadaniami. Przyznam się też bez bicia, że nie przerobiłam też wszystkich zadań od A do Z. Mam zamiar nadal pracować z tą książką, ćwiczyć widzenie peryferyjne i sprawdzić swój wynik np. za tydzień i miesiąc. Jestem ciekawa jak mi pójdzie - jeżeli wy też mogę dać znać! :)


Za książkę serdecznie dziękuję księgarni internetowej Sensus!